Podróże rodzinne Podróże w parze

Dalsze zwiedzanie Galapagos, czyli wyspa Santa Cruz

Po trzech dniach siedzenia na San Cristobal pora była wyruszyć dalej. Na kolejny przystanek wybrałam drugą, zamieszkałą wyspę, licząc od wschodu – Santa Cruz. Bilety na speedboat „Tropical Bird” kupiłam dzień wcześniej, idąc po poranną kawę i nasze śniadanie. W paru miejscach w porcie, przy przenośnych ladach, stały panie sprzedające bilety na różne statki. Kupiłam od razu też bilety powrotne, ponieważ wiedziałam dokładnie kiedy będziemy wracać. Tak jest taniej. Dzięki temu bilety kosztowały 25 dolarów od osoby, w jedną stronę, zamiast 30. Bilety możecie też kupić we wszystkich możliwych agencjach turystycznych w mieście. Mogą być w jedną stronę (ida), w dwie na określoną datę (ida y vuelta) lub w dwie, jako przejazd otwarty (słyszałam o takiej możliwości, ale jej nie wypróbowałam).

Statek na Santa Cruz mieliśmy o 7, ale już na 6.30 kazali nam się stawić w porcie. Rano dowiedzieliśmy się o co chodzi…

Przed wypłynięciem w porcie jest niezły chaos. Na San Cristobal jeszcze tego aż tak nie widać, bo statków wypływa tu zdecydowanie mniej niż na Santa Cruz. Ale też jest niezłe zamieszanie… Sporo ludzi, z bagażami. Ciężko zorientować się kto na jaki statek jest zapisany. Na niektóre trzeba się zameldować i spisać z paszportem, potem dostaje się plakietkę na szyję z nazwą statku. Na inne po prostu wyczytują z listy zakupu biletów. Plus wszyscy przechodzą krótką kontrolę bagażu. Nie wolno przewozić między wyspami np.świeżych owoców, buty muszą być wyczyszczone z ziemi i piasku, etc. Ekwadorczycy dbają, by pomiędzy wyspami nie przenosić materiału biologicznego, który mógłby namieszać w ekosystemie.

Mimo rozgardiaszu udało nam się zapakować na statek (bagaże oczywiście ładuje i rozładowuje załoga) i ruszyć punktualnie o 7. Droga trwała 2 godziny, nie było nawet źle, ocean za bardzo nie kołysał. W trakcie trasy prawie wszyscy spali. Trochę na siłę, obudził nas w połowie rejsu jeden z marynarzy, rozdając soczki brzoskwiniowe…

Około 9 powitała nas zaspana wyspa Santa Cruz i jej główne miasto – Puerto Ayora…

Santa Cruz

Zanim dopłynęliśmy do portu do naszego „Tropikalnego Ptaka” podpłynęły wodne taksówki. Część przejęła bagaże, część ludzi ze statku i po kilki minutach oraz 50 centach od osoby, dopłynęli z nami do przystani. Tak to wygląda na Santa Cruz. Statki nie dopływają do samego portu. Trzeba opłacić dodatkowo taksówkę, która dowiezie Was ten mały kawałek.

Puerto Ayora

Po zabraniu bagażu i przejściu przez tłum na pomoście przeżyliśmy z Tymem niezły szok już na „dzień dobry”. Mimo, że to Puerto Baquerizo Moreno na San Cristobal jest stolicą całego Galapagos, to właśnie Puerto Ayora jest miastem dużo większym, o większej ilości hoteli, restauracji i sklepów. Na pierwszy rzut oka widać było, że wskoczyliśmy do większej cywilizacji.

Mały port jest w centrum miejscowości. Obok jest kościół, mały plac miejski oraz zaczyna się jedna z głównych ulic (oczywiście ulica Darwina) oraz droga wyjazdowa z miasta, która prowadzi aż do wyspy Baltra i lotniska.

Hostel (Hostal Morning Glory, opisałam go w pierwszym wpisie o Galapagos), w którym zatrzymaliśmy się na Santa Cruz na 4 noce, wybrałam z jednego prostego względu – był dość niedaleko Centrum Darwina. Jakoś czułam, że to będzie miejsce, w którym spędzimy sporo czasu. I się nie pomyliłam.

Centrum Darwina

Centrum Darwina znajduje się około 1,5 km od portu, na samym końcu ulicy Darwina. Tam również na wejściu należy się wpisać do zeszytu odwiedzin. Jest to zespół budynków, w których dowiecie się wiele o ewolucji, wyprawie Darwina, różnorodności zwierząt na wyspach oraz o cyklu życia żółwi słoniowych.

Tortuga Bay

 

Playa los alemanes i Las Grietas

 

El Chato

 

Bartolomé

 

Inne wycieczki z Santa Cruz

 

Floreana

Pinzón

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *