Podróże rodzinne Podróże w parze

Tatry – kolejna wycieczka z nastolatkiem

Od poprzedniej wycieczki w góry minęły prawie 2 miesiące. Mój organizm mocno domagał się już wyprawy. Głowa zaczęła wariować z tęsknoty za widokami, a każda komórka ciała pragnęła znowu poczuć zmęczenie wywołane wielogodzinnym spacerem. Nie zostało nic innego jak podróż w Tatry. Namówiłam Tyma na wspólny wyjazd, co miało zapewnić mi dwa w jednym – pobyt w ukochanym miejscu i indywidualny czas dla jednego z dzieci. Czy się udało? Napiszę o tym trochę później, w trakcie wpisu.

Tytułem wstępu. Dziś polecam Wam jedną z w miarę prostych tras po polskich Tatrach. Trasa w Tatrach Wysokich, trochę widokowa (a nawet bardzo w części szlaków). Jest to połączenie banalnie prostego szlaku do Morskiego Oka ze szlakami górskimi. Moim zdaniem jest to trasa dla początkujących bądź średniozaawansowanych piechurów. Ze względu na długość nie polecam robić jej na raz z małymi dziećmi (no, chyba że dzieci są na tyle małe, że są niesione przez Was w nosidle na plecach). Jest to trasa dla osób, które boją się chodzić ścieżkami, na których są łańcuchy, ponieważ na tej trasie nie ma ani jednego łańcucha. Jest za to kilka fajnych odcinków mocno pod górę, więc kondycja jakaś też jest wskazana. A że jest to trasa też w paru miejscach ryzykowna część jest zamknięta od początku grudnia do połowy maja, ze względu na możliwe lawiny.

Trasa: Palenica Białczańska – Morskie Oko – Świstówka – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Dolina Roztoki – Palenica Białczańska lub jej krótsza wersja (szczegóły w opisie)

Wycieczka zaczyna się od dojechania na parking w Palenicy Białczańskiej – busem z Zakopanego za 10 zł lub też własnym autem (koszt parkingu to 25 zł za dzień postoju). Pamiętajcie tylko, że w okresie letnim i w weekendy tam nie ma gdzie wcisnąć szpilki, tyle aut przyjeżdża… Zapchana jest nawet droga dojazdowa. Polecam przyjazd skoro świt bądź też przyjazd busem. Po co tracić nerwy na szukanie miejsca do zaparkowania?

My przyjechaliśmy późnym popołudniem, w środku tygodnia w październiku, a parking był prawie pełny. Zostawiliśmy auto na trzy doby (taaak, 75 zł) i ruszyliśmy w stronę wejścia do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Aby wejść na teren TPN-u należy kupić bilet wejściowy – 5 zł normalny jednorazowy, 2,5 zł ulgowy jednorazowy. Można też kupić bilety tygodniowe. I tu zastała nas niespodzianka. Kasy były już zamknięte. Na szczęście TPN rozwiązał tę kwestię. Więc jeśli planujecie przyjechać wcześnie rano lub tak jak my, późno po południu, możecie kupić bilety elektroniczne. Są do tego dwie aplikacje, wszystkie informacje na ten temat znajdziecie TU.

Pewnie zdziwiliście się, że przyjechaliśmy tak późno. W jaki sposób zamierzaliśmy zrobić tę trasę startując około 17? Otóż zrobiliśmy jej krótszą wersję – nocując po drodze w super schronisku. No dobrze, skoro już przy tym jesteśmy to mała dygresja. Spaliśmy w Schronisku Roztoka, które znajduje się przy trasie z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka. Polecam je z całego serca. Byłam tam na obozie biegowym 3,5 roku temu i zakochałam się w tym miejscu. Zejście do schroniska jest tuż za Wodogrzmotami Mickiewicza. Zielonym szlakiem idzie się ok.15 minut w dół. Schronisko jest małe, przytulne, z super jedzeniem. Jak tylko jestem w okolicy, to wpadam na pierogi z soczewicą! Możecie tam spać w pokojach wieloosobowych, jak również dwu- i jednoosobowych. Nie trzeba mieć śpiworów, za dodatkowe 10 zł macie udostępnioną pościel. Łazienki i toalety są na dole, na dole jest też świetlica z książkami i grami oraz super sprawa – suszarnia (bardzo pomocne pomieszczenie, gdy wracacie przemoczeni ze szlaku).

A wracając do naszej regularnej trasy… Po kupieniu biletów wejściowych zaczynacie spokojny spacer w stronę Morskiego Oka. Trasa wiedzie betonową drogą, czerwonym szlakiem. Na trasie w kilku miejscach są ustawione ławeczki oraz toalety przenośne.

Im później znajdziecie się na tej drodze, tym mniej przyjemny spacer Was czeka, zapewniam. Tłum piechurów potrafi tam być taki jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Masa ludzi! A do tego jadące w górę i w dół fasiągi (wozy konne wożące turystów, których nie chce się iść). Droga ma około 9 kilometrów. Przejście zajmuje, wolnym spacerem, jakieś 2-2,5 godziny.

Po drodze są ustawione w kilku miejscach tablice informacyjno-naukowe, z których dowiecie się ciekawostek o mijanym miejscu i o Tatrach. Super sprawa jeśli idziecie z dziećmi.

W pewnym momencie dochodzi się do Wodogrzmotów Mickiewicza. Są to wodospady, które przechodzą na progu skalnym z Doliny Roztoki w Dolinę Białki. Można tam stać przez wiele minut i gapić się na wodę rozbryzgującą się na kamieniach. Hipnotyzujące.

Jak już porobicie zdjęcia wody i kamieni i ruszycie dalej to zaraz za Wodogrzmotami zobaczycie znak, na którym widać, że nad Morskie Oko jeszcze około 1,5 godziny.

My, idąc rano z Roztoki, po przespaniu się, wyszliśmy na trasę do Morskiego Oka właśnie prawie w tym miejscu. Po super poranku i wspólnym śniadaniu w schronisku (piszę to, by Tym rano przeważnie jest nieprzytomny i nie chce jeść, a tu był mega sukces – sam się zebrał, dużo zjadł), wyruszyliśmy na trasę około 8.30. I już po około 30 minutach marszu zaczęło się coś psuć. Tym szedł dosłownie tiptopami, aż w końcu stwierdził, że wraca. Poszedł z powrotem, mimo moich protestów. Ruszyłam za nim. A on usiadł na jednej z ławek i stanowczo powiedział, że nie zamierza ani wrócić do schroniska, ani dalej iść, bo zamierza mi zepsuć dzień. Cóż. Nie będę ukrywać, że ciśnienie mi się podniosło. Nie chciałam go nigdzie ciągnąć na siłę. Chciałam iść w góry, a jak on nie zamierzał, chciałam go po prostu odprowadzić do Roztoki. Nie mogłam go przecież zostawić samego na tej trasie. Długo dyskutowaliśmy, on obstawał przy swoim, aż w końcu ruszyło go to, że przechodzący obok nas facet zwrócił mu uwagę, żeby się nie wygłupiał i poszedł albo w jedną, albo w drugą stronę. Tym nie znosi jak go obcy ludzie zaczepiają. No i ruszył się. Stwierdził, że jednak chce iść. Cała sytuacja trwała godzinę… No, ale w końcu udało się, poszliśmy dalej betonką.

W pewnym momencie drogę betonową, która łagodnie idzie zakolami lekko do góry, możecie zamienić na krótkie, skrótowe przejścia przez las. Oczywiście są to miejsca oznakowane szlakiem. Tylko po takich chodzimy! Idzie się po kamiennych stopniach. Wejście jest bardziej strome, ale każdy, nawet pomalutku, da radę.

Na końcu trasy czeka Was przepiękny widok – staw Morskie Oko, otoczony przez góry.

zdjęcie z książki „Tatry. Nowe spojrzenie na góry”, Expressmap

Żeby ochłonąć po przejściu można pójść do schroniska na dobrą herbatkę i coś do jedzenia lub usiąść sobie nad samym stawem (z prawej strony od schroniska są kamienne stopnie w dół). I pokontemplować widoki. My, zdecydowanie wybraliśmy tę drugą opcję.

Tym siedział na kamieniach, patrzył na szczyty górujące nad Morskim Okiem (jeśli jesteście ciekawi jakie, to sprawdźcie TU) i dumał. A ja szalałam wokół niego piejąc z zachwytu i robiąc zdjęcia. Potem mieliśmy fajną rozmowę. Nie wiem co go natchnęło – czy piękno tego miejsca czy zmęczenie – ale zdecydował, że chce się pożegnać z jedzeniem mięsa. Wow, pełen podziw. Przemyślał też nasz dzień i doszedł do wniosku, że chce iść dalej, a nie wracać. Chyba faktycznie widoki go zauroczyły.

Jeśli kiedykolwiek będziecie zamierzali wejść na Rysy, z polskiej strony, to właśnie dojście czerwonym szlakiem z Palenicy nad Morskie Oko jest pierwszym etapem. O samym szlaku na Rysy napiszę Wam w przyszłym roku, bo wtedy zamierzam tam się udać (przy sprzyjających wiatrach 😉 ).

Wracając do trasy. Dojść do Doliny Pięciu Stawów Polskich znad Morskiego Oka można dwoma szlakami – żółtym, dłuższym, przez Szpiglasową Przełęcz oraz niebieskim, przez Świstówkę (zobaczcie na małej mapce, którą Wam załączyłam na samym początku). Tymek wybrał dla nas szlak niebieski, z dwóch powodów. Pierwszym był brak łańcuchów (na Szpiglasowej Przełęczy jest krótki odcinek, który trzeba przejść przy pomocy łańcuchów), drugim – długość szlaku. Przejście niebieskiego zajmuje około 2 godziny według znaków i map. Nam zajęła ta trasa podobny czas, ponieważ szliśmy bardzo wolno i robiliśmy mnóstwo przystanków po drodze. Ale parliśmy do przodu, a to było dla mnie najważniejsze!

Po drodze, która większość trasy pnie się stromo pod górę, możecie obserwować Morskie Oko. Oraz czerwoną, betonową trasę, którą wcześniej dochodziliście do stawu.

W pewnym momencie, gdy już Tym nie wierzył w moje zapewnienia, że wejście kiedyś się skończy, dotarliśmy na górę i naszym oczom, z Świstówki Roztockiej, ukazał się taki widok:

Warto się wspinać, prawda? Mi, jak zwykle w takich sytuacjach, zabrakło języka w gębie, ha ha ha. Mogłabym tam siedzieć i gapić się godzinami.

Zejście do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów dalej niebieskim szlakiem jest dość strome w paru miejscach. Ale widząc z góry miejsce docelowe idzie się zdecydowanie szybciej. I to jeszcze z takimi widokami!

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich jest najwyżej położonym schroniskiem w polskich górach (1670 m n.p.m.). Leży nad Przednim Stawem, który jest jednym z 6 stawów wchodzących w skład słynnej „Piątki”. Tak, to nie pomyłka. Stawów jest 6 (Wielki, Zadni, Czarny, Mały, Przedni i Wole Oko), ale jeden jest notorycznie wysychający, okresowy (Wole Oko) i pewnie stąd w nazwie doliny jest ich o jeden mniej. Wielki Staw jest najgłębszym i najdłuższym jeziorem w Tatrach.

zdjęcie z wyżej wymienionej książki Expressmap

Tu zjedliśmy obiad oraz słynną szarlotkę, poskakaliśmy po kamieniach nad jeziorem i po dłuższej przerwie ruszyliśmy w dół do Roztoki.

Tymek bardzo chciał wracać i z dwóch tras, którymi można zejść na dół do Doliny Roztoki, wybrał tę krótszą i bardziej stromą, czarną trasę, która zaczyna się zaraz za schroniskiem. Na nic były moje zachęty, by pójść kawałek dalej niebieskim szlakiem i przechodząc koło Wielkiego Stawu dojść do mostku i wielkiej skały na strumieniu oraz do zielonego szlaku idącego Doliną Roztoki. Na tej, niestety nie wybranej przez niego drodze, znajduje się piękny, największy wodospad w Polsce, 70-metrowa Wielka Siklawa. Ale my schodziliśmy czarnym. Po dużych, kamiennych stopniach. Oj, dużo się nasłuchałam marudzenia po drodze, że beznadzieja, że za stromo, „daleko jeszcze”. I tak w kółko. Widać było wychodzące z Tyma zmęczenie.

Ożywienie nastąpiło, gdy czarny szlak spotkał się z zielonym, bardziej łagodnym i idącym w większości w lesie.

W schronisku w Roztoce byliśmy o 16. W trasie, łącznie z wieloma postojami (w tym jednym długim na humory, drugim długim na rozmyślania, trzecim długim na obiad, czwartym długim na kolejne rozmyślania i skoki po kamieniach oraz wielu, wielu krótszych przerwach) byliśmy 7,5 godziny. Łącznie wyszło jakieś 16-17 kilometrów. Jeśli pójdziecie tak jak zaproponowałam na początku, czyli na jednodniową wycieczkę z Palenicy przez Morskie Oko, Piątkę i do Palenicy, trasa wyniesie ponad 20 kilometrów. A jeśli dodatkowo Wasze tempo jest raczej wolne, warto przyjechać wcześnie rano na parking, tak żeby ze spokojem przejść po górach, bez potrzeby używania czołówek. Ja, idąc sama, nie robię tylu przystanków. Idę też zdecydowanie szybszym tempem i taka trasa zajmuje mi mniej niż połowę czasu podawanego na znakach. No, ale przejścia z dziećmi są innego typu 🙂

W schronisku Tymek dosłownie padł. Przespał się godzinę i wrócił do żywych. Po czym stwierdził, że jednak woli inne rozrywki. Cóż, teraz już dobitnie wiem, że w góry to może lepiej jechać następnym razem samemu, w swoim tempie. A z nim pojechać do jakiegoś parku wodnego. Wtedy obojgu wyjdzie to na zdrowie 😉 Choć może za parę miesięcy zmieni zdanie, na co po cichu liczę. Czuję podskórnie, że krajobrazy go urzekły i będzie chciał na wiosnę do mnie dołączyć. Fajnie by było mieć chociaż jednego więcej miłośnika gór w domu…

1 thought on “Tatry – kolejna wycieczka z nastolatkiem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *